Weezy & Spock

Nova Scotia Duck Tolling Retriever

Nova Scotia Duck Tolling Retriever

wtorek

7

Maj 2013

1

COMMENTS

Pas biodrowy i smycz Trixie

Written by , Posted in Psie gadżety (recenzje)

Jako że bardzo lubimy wspólne weekendowe wędrówki, a nie wszędzie wskazane jest spuszczanie psa ze smyczy, latem ubiegłego roku nabyliśmy pas biodrowy ze smyczą firmy Trixie. Okazją do zakupu był wyjazd w Karkonosze. Puszczenie psa luzem na górskim szlaku nie wchodziło w grę nie tylko ze względu na reguły obowiązujące w Karkonoskim Parku Narodowym, ale przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo samego psa. Zwykła smycz, a już na pewno smycz typu flexie byłaby niewygodna (podczas wędrówki dobrze mieć wolne ręce), więc rozpoczęliśmy poszukiwania czegoś, co sprawdziłoby się na taką okazję. Profesjonalny sprzęt do dogtrekkingu to większy wydatek, więc na początek postanowiliśmy zainwestować w coś tańszego i tym sposobem za ok. 95 zł kupiliśmy pas biodrowy ze smyczą marki Trixie. Sprzęt użytkujemy od prawie roku, chodziliśmy z nim tak w górach, jak i na nizinach testując go zarówno w warunkach letnich, jak i zimowych. Coś na jego temat możemy więc już powiedzieć.

O pasie mogę powiedzieć krótko – nie zachwyca. To po prostu zwykła, szeroka guma. Z jednej strony daje to możliwość łatwego regulowania obwodu, z drugiej jednak utrudnia jego dopasowanie do sylwetki. Gdy dopasowujemy pas, wszystko wydaje się w porządku do momentu, gdy podepniemy się pod czworonoga, a ten zacznie nas ciągnąć. Wówczas pas wyciąga się, co ani nie wygląda fajnie, ani nie jest wygodne. Przy psie z przodu i napiętej lince/smyczy okazuje się bowiem, że pas w ogóle się nie trzyma – przesuwa się i  rozciąga, przez co traciłam kontrolę nad psem i było mi naprawdę niewygodnie. Podczas ostatniej wyprawy musiałam bardzo solidnie naciągnąć pas, żeby był idealnie dopasowany, przez co nieco uciskał (gdy po paru godzinach marszu zdjęłam pas, różnica pomiędzy „bez” a „z” była odczuwalna). Poza tym przy mocno ściągniętym pasie, jego luźna, niepotrzebna część zwisa i trzeba trochę zakombinować, jak go sprytnie zamotać. Szerokość pasa to niecałe 5 cm, co było właściwie w sam raz – nie odczuwałam, aby pas wrzynał się w plecy, czy sprawiał dyskomfort w upalne, letnie dni. Myślę, że szerszy pas byłby bardziej zdrowy dla kręgosłupa i sprawdziłby się pewnie dobrze w sportach, w których pies ma stale ciągnąć przewodnika.
Pas zapinany jest na szeroką klamrę zatrzaskową, która jest solidna, nie zacina się i nie łamie. Mocowanie pasa do smyczy umieszczone jest na szlufce, przez co niestety przesuwa się i zawija. Jest jednak dość trwałe i póki co się nie zerwało i nie ułamało. W komplecie do pasa dołączone były dwie saszetki – jedna na psie przysmaki, druga na telefon komórkowy. Z żadnej nie korzystam. Szczerze mówiąc są dość tandetnie zrobione.

Zdecydowanie bardziej zadowolona jestem ze smyczy. Można ją przypiąć do pasa lub odpiąć i korzystać z niej, jak ze zwykłej smyczy. Przypięcie smyczy do pasa następuje za pomocą klamry zatrzaskowej, która jest dość solidna i nie zacina się. Klamra umożliwia szybkie odpięcie psa, np. gdy ten zaplącze się w gałąź lub spotka psiego towarzysza, wokół którego zaczyna skakać.
Smycz jest szeroka na 2,5 cm, posiada amortyzator, a jej długość jest regulowana, przez co może mieć od 100 do 135 cm długości (licząc z uchwytem i karabińczykiem). Jeśli chcemy mieć nad psem pełną kontrolę, bez sprężystości, który daje amortyzator, smycz można maksymalnie skrócić i trzymać ją za powstałe tuż za amortyzatorem oczko. Korzystam z tej możliwości np. na trasach przebiegających drogą publiczną, gdzie pies idzie przy nodze, a ja ze względów bezpieczeństwa chcę trzymać smycz krótko, bez tolerancji dodatkowych centymetrów, które daje amortyzator.
Smycz wykonana jest z dość sztywnego nylonu, przez co jest mało wygodna podczas trzymania jej w ręce. Jeśli miałabym trzymać ją dłużej, wolałabym założyć do niej rękawiczki – np. rowerowe.

Z perspektywy czasu sądzę, że trzeba było zainwestować w bardziej profesjonalny pas, odżałować i wydać na niego konkretną kwotę. No ale cóż – wówczas nie miałam pewności, czy kupno porządnego (a więc drogiego) pasa to inwestycja, z której będę zadowolona. Mądrzejsza o tę nauczkę przeszukuję obecnie rynek w poszukiwaniu dobrego sprzętu do dogtrekkingu, a na liście pilnych zakupów znalazły się pas oraz szelki typu sled dla Weez’ego. W drugiej kolejności, w bliżej nieokreślonej przyszłości, zakupimy profesjonalną smycz lub linkę.

Share Button

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *