Back To Top

Zawody obedience – Wrocław 17.05.2014

Zawody obedience we Wrocławiu (17 maja 2014 r.) były się dla nas niezwykle udane. Pomimo fatalnej pogody – chłodu i ulewnego deszczu, który wzmagał się w miarę upływu czasu – udało się nam zaliczyć ładny występ i w dobrym stylu zdobyć wymarzoną ocenę doskonałą! Tym samym osiągnęliśmy cel, który po cichu założyłam sobie na początku roku: do końca czerwca zdobyć awans do kolejnej klasy.

Z racji niezbyt dużego doświadczenia startowego, wciąż poszukujemy idealnego sposobu na przygotowanie psa do zawodów. W przypadku Weezy’ego trzeba bowiem znaleźć złoty środek pomiędzy flakiem a wulkanem energii, ponieważ ani jedno, ani drugie się nie sprawdza podczas przebiegu. Mając w pamięci dotychczasowe doświadczenia, w piątek przed zawodami prawie całkiem odpuściliśmy obi ćwiczenia. Do południa pozwoliliśmy psu wyszaleć się nad jeziorem, odmóżdżyć i spuścić nadmiar energii. Wieczorem poświęciliśmy kilka minut na zapoznanie z terenem zawodów, przećwiczyliśmy krótkie chodzenie przy nodze, przeszkodę, zmiany pozycji i kwadrat, powtórzony kilka razy na podłożoną piłkę.

W dniu zawodów widziałam, że humoreczek Weezy’emu dopisuje. Naczelnym zadaniem stało się więc skupienie psa bezpośrednio przed startem, aby przestał się zawąchiwać w trawie i nakręcać na psy dookoła. Tym razem udało się to bardzo dobrze i na ring pies wszedł w miarę skupiony i gotowy do działania.

Zostawanie

Jak już kiedyś pisałam, jest to ćwiczenie, które zwykle nie sprawia nam kłopotów. Weezy ładnie wyleżał i mimo rozglądania się i węszenia czegoś górnym wiatrem, dostał 9,5 pkt. Pół punktu obcięto za waruj z siadu oraz siad z waruj, które mogłyby być nieco szybsze i czystsze.

Chodzenie przy nodze

Chodzenie przy nodze było nieco gorsze niż to, co nam ostatnio wychodziło na treningach. Mimo że było już całkiem dobrze, pies znów szedł nieco krzywo i przy zatrzymaniach przyjmował brzydką pozycję zasadniczą. Zauważyłam też gubienie kontaktu na zwrotach w prawo i nieco zbyt szerokie obchodzenie mnie przy zwrotach w tył. W sumie 8,5 pkt.

Stój w marszu

Ćwiczenie to wypadło bardzo ładnie – na 9 pkt. Punkcik odjęty za mały krok tuż po zatrzymaniu.

Przywołanie

Kto zna Łajzę, ten wie, że Księciunio nie moczy łap, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. Kałuże omija szerokim łukiem lub je przeskakuje, a mokrą trawę traktuje jako zło konieczne. Ot, taki nietypowy toller nam się trafił. Swego czasu robiłam treningi w deszczu i wydawało mi się, że podczas ćwiczeń problem mokrej trawy już raczej nie wystąpi. Okazuje się jednak, że pieseł lubi czasem przypomnieć o swoich fobiach, w tym o tej, że nikt o o zdrowych zmysłach NIE kładzie się w mokrej trawie 😉 W przywołaniu już na dzień dobry musiałam powtórzyć komendę „waruj”, bo pies zawiesił się w połowie położenia. Zostanie ładne, tempo przywołania przyzwoite, do tego tradycyjne uderzenie w nogę i krzywy siad. Ostatecznie 7 punktów.

Siad w marszu

Czasem wydaje mi się, że pies zna już na pamięć schemat przebiegu i doskonale wie, co go czeka. Ostatnio przerabiałam samowolne wykonywanie „hopstója” oraz wykonywanie stój w marszu zamiast siadu. Tym razem Weezy, w oczekiwaniu na komendę, postanowił zostać nieco z tyłu podczas marszu. To, plus zbyt wolny siad, kosztowało nas utratę 1,5 punktu. Ostatecznie 8,5 w karcie oceny.

Wysyłanie psa do kwadratu

Nie ma chyba znajomej osoby, która nie wiedziałaby jeszcze, jak bardzo męczymy się z tym ćwiczeniem. To nasza kula u nogi i koszmar nocny. Ostatnie dni ćwiczyliśmy wysyłanie do kwadratu wyłącznie na podłożoną, w tajemnicy przed psem, piłkę. Zrezygnowałam całkowicie z wysyłania psa z zatrzymaniem do pustego kwadratu. Generowało to bowiem zbyt dużą liczbę błędów w postaci notorycznego stawania tuż za przednimi pachołkami. Nie pomogło niestety nawet ich usunięcie – pies stawał tuż za taśmą. Zaczęliśmy również podkładać w kwadracie dummika, ponieważ jego aportowanie sprawia psu absolutnie największą przyjemność. Trudno mi powiedzieć, co poskutkowało – czy w rudej mózgownicy coś zaczęło świtać, czy był to przypadek, czy może biegnięcie „na pałę” przynosi efekty. Mogę jedynie podejrzewać, że podkładanie piłki, plus pokazanie kwadratu podczas piątkowego treningu, zdziałały cuda. Rudy namierzył kwadrat, wbiegł do niego dobrym tempem i zatrzymał się w bezpiecznej odległości od bocznych taśm. Jedynie warowanie mogłoby być szybsze. Miód na moje serce! Kto by pomyślał, że znienawidzone ćwiczenie będzie jednym z najwyżej punktowanych – 9,5! 🙂

Aport

Tu solidne lanie i tytuł niezdary dnia należy się mnie, jako przewodnikowi. Tak bardzo starałam się wyrzucić aport daleko do przodu, że (ze znaną mi gracją) wyrzuciłam aport w górę, prawie trafiając sędziego i sekretarza. Pierwsze punkty poleciały więc już na dzień dobry. Drugi wyrzut poprawny. Sam aport zupełnie przeciętny – jak zwykle zderzenie z nogą, zbyt lekki chwyt i podgryzanie. Nihil novi. 6 pkt.

Zmiana pozycji na odległość

Rudy NIE będzie kładł się na mokrej trawie! 7 pkt. za dodatkowe komendy i wolne warowanie.

Skok przez przeszkodę

Tym razem bez tupnięcia przednią prawą łapą po komendzie „zostań”. Sam skok czysty plus tradycyjne dotknięcie nogi i krzywy siad. 8,5 pkt.

Wrażenie ogólne – 9,5 pkt, pochwała za ładną pracę i kontakt z psem. Bardzo miłe i ważne dla mnie słowa!

Z przebiegu jestem bardzo, bardzo zadowolona. Trochę denerwuje, że wałkowane przez ostatnie tygodnie dostawianie do nogi, podgryzanie aportu i szybkie warowanie nie przyniosło efektów. Z nawiązką wynagrodził mi to jednak piękny kwadrat, dość fajne skupienie psa i miłe słowa sędziego o ładnej pracy Rudego. Zawody pokazały mi też, że dużo większą uwagę muszę przykładać do łańcuchów ćwiczeń i nagrody odłożonej w czasie. Widziałam bowiem, że z ćwiczenia na ćwiczenie motywacja siadała, co na pewno miało wpływ na jakość pracy.

Podsumowując: 231,5/280 pkt, ocena doskonała, lokata 1/5 psów (sędzia: Jacek Lewkowicz)! Dumnam bardzo! 🙂

Comments: 1

  • 28 maja, 2014

    Byłyśmy, widziałyśmy i podziwiałyśmy! Bardzo ładny przebieg 🙂 Gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów 🙂
    Pozdrawiam serdecznie!

Post a Comment