Weezy & Spock

Nova Scotia Duck Tolling Retriever

Nova Scotia Duck Tolling Retriever

poniedziałek

15

Sierpień 2016

1

COMMENTS

Zawody obedience – Tollarspecialen 2016

Written by , Posted in Blog, Obedience, Spock, Weezy

Trzeci z rzędu wyjazd na Tollarspecialen oznaczał jedno – trzecie z kolej starty w tollerowych zawodach obedience. Dzięki awansom uzyskanym w 2015 roku, zgłosić mogliśmy się do wyższych klas, rozgrywanych wg szwedzkiego regulaminu obedience. Weezy wystartował w klasie III, odpowiedniku naszych dwójek, Spock mierzył się w klasie II, podobnej do polskich jedynek.

Regulamin obedience w Szwecji różni się pod kilkoma względami od zasad, do których przywykliśmy. Na ćwiczenia w klasie II składają się: zostawanie w leżeniu (przewodnicy w zasięgu wzroku psów), chodzenie przy nodze bez smyczy (każde tempo, wszystkie zwroty i zatrzymania), przywołanie, skok przez przeszkodę w dwie strony z siadem za przeszkodą, aport koziołka, zmiany pozycji na odległość (siad, waruj), leżenie w marszu, wysyłanie do kwadratu z 10 metrów z zatrzymaniem w stój na 3 sekundy oraz wrażenie ogólne. Klasa III to: siad-zostań w grupie (przewodnicy stoją w zasięgu wzroku psów), zostawanie w leżeniu (przewodnicy poza zasięgiem wzroku psów), chodzenie przy nodze bez smyczy (każde tempo, wszystkie zwroty i zatrzymania, kroki w bok), siad w marszu, zatrzymanie w przywołaniu, wysyłanie do kwadratu (z podejściem wprost na psa zamiast do pachołka), aport koziołka przez przeszkodę, aport metalu, aport węchowy, zmiany pozycji na odległość (siad-stój-waruj lub stój-siad-waruj), wrażenie ogólne.

Różnicami tymi nie ma sensu jednak zaprzątać sobie głowy, ponieważ od przyszłego roku Szwecja przyjmuje w końcu regulamin obedience FCI.

Zawody rozgrywane były jednocześnie na trzech ringach. Ring 1 przeznaczony był dla najwyższej klasy – elit (11 zgłoszonych tollerów). Na sąsiadującym z nim ringu 2 rozegrano klasę III (12 zgłoszonych psów), a zaraz po niej II (11 tollerów). Położony najbardziej na uboczu ring nr 3 przeznaczony był dla najbardziej podstawowej klasy I (39 zgłoszonych tollerów). Przebiegi na poszczególnych ringach szły bardzo sprawnie. Start każdej z klas zaczynał się o zapowiedzianej godzinie krótką odprawą, na której następował podział na grupy w ćwiczeniu zostawania. Nie było chodzenia po ringu i omawiania kolejności ćwiczeń. Nie było treningów dzień przed lub w dniu zawodów. I nikomu to nie przeszkadzało.

Z samego rana, bo o godzinie 8.30, na start trafił Weezy. Zmęczony (głównie psychicznie) zawodami dummy, które odbyły się poprzedniego dnia, nie był w pełnej formie psychofizycznej – taki lekko sflaczały i zawąchany. Weezyego dobrze jest zajechać poprzedniego dnia, ale wtedy w dniu zawodów musi mieć całe przedpołudnie na odespanie, regenerację i zrobienie się głodnym. Pierwsze zadanie to zostawanie w siad (1 min.) i leżeniu (3 min.). To nasze najpewniejsze ćwiczenia, za które tracimy zwykle tylko nieliczne punkty za węszenie lub przestawienie łap. Zgodnie ze szwedzkim regulaminem przewodnicy wydają komendy jednocześnie, zarówno na położenie, jak i posadzenie psa. Sędzia nie jest więc w stanie wyłapać powtórzonych komend, na czym korzystają niektórzy przewodnicy. U nas poszło gładko (choć nie idealnie) i uzyskujemy dwa razy po 10 punktów. Po krótkim czasie oczekiwania przyszła kolej na start indywidualny, który zaczynał się od odebrania od komisarza patyczka na aport węchowy i schowania go we własnej kieszeni. Zaraz po tym przeszliśmy do chodzenia przy nodze. Tu najtrudniejsze zadanie miała chyba komisarz, która musiała instruować mnie w języku angielskim. Jakoś dałyśmy radę (bardzo jej dziękuję za pomoc i współpracę) i nawet uczone na ostatnią chwilę kroki w bok nie wypadły tragicznie. Kolejne ćwiczenia to siad w marszu (zbyt wolny jak na mój gust) i przywołanie z siadu (jak dla mnie za mało dynamiczne). Po nich nastąpił „box” i krągłe, tłuściutkie zero. Byłam pewna, że po przedkomendzie Weezy namierzył kwadrat. Po wysłaniu okazało się jednak, że Wizzard namierzył … pachołki na sąsiednim ringu. Pobiegł tam ochoczo i chwilę potem zwątpił – sam już nie wiedział dokąd biegnie i po co. Bywa. Aport koziołka przez przeszkodę i aport metalu nie sprawiają kłopotów, chociaż mamy nieczyste podjęcia. Kolejne ćwiczenie to aport węchowy. Poza okropnym rozglądaniem się podczas rozkładania patyków, było brzydkie wybieranie patysia. Weezy od razu podjął właściwy, wypluł, poszedł sprawdzać inne, znów wziął swój, wypluł. Dopiero za trzecim podjęciem uzyskał pewność, że to właściwy i wrócił. Był też krzywy dosiad, który mógł być efektem zawodów dummy, podczas których Wizz mógł oddawać mi aport jak popadnie, również na stojąco będąc przede mną.
Ostatnie ćwiczenie to zmiany pozycji na odległość, które z powodu pomyłki komisarz wykonujemy nie regulaminowe dwa, a trzy razy. Ku mojemu zaskoczeniu Weezy wykonuje je wszystkie na pełnej odległości. Cieszę się z tego bardzo, bo to, znienawidzone przeze mnie, ćwiczenie nie wychodziło nam niedawno nawet jeśli było robione jako pierwsze, a co dopiero ostatnie w kolejności. Koniec przebiegu.

Ostatecznie Weezy zdobywa 242 na 320 pkt i jedyną tego dnia ocenę bardzo dobrą. W całej stawce zajmujemy pierwsze miejsce oraz nagrodę „judge’s choice”.

Jak widać po punktach sędziowanie było bardzo … powiedzmy: łagodne. Niestety miejscami było totalnie od czapy, a przede wszystkim bardzo niesprawiedliwe, co bolało mnie najbardziej. Przyznawanie 9 punktów za kwadrat z 4 dodatkowymi komendami było dla mnie żenujące. Tej samej zawodniczce sędzia przyznał 5 punktów za zmiany pozycji, których pies nie zrobił mimo nie wiem już ilu powtórzonych komend. Żenada. Łagodne sędziowanie jeszcze jakoś ujdzie, byle było sprawiedliwe dla wszystkich. Ale coś takiego było poniżej wszelkiej krytyki.

Sędziowanie klasy II było już bardzo na poziomie. Punkty cięte, gdzie trzeba, równo i sprawiedliwe. Tak lubię. Spock i Krzysiek pokazali się z bardzo dobrej strony. Był to prawdopodobnie ostatni obediencowy występ tego duetu. Krzysiek stwierdził, że obi nie jest jego konikiem, a dłubanie w detalach nie leży w jego naturze. Już w maju to ja zaczęłam trenować ze Spockiem i przyzwyczajać go do mojego stylu pracy (chociażby tempa chodzenia). Od wiosny Krzysiek nie zrobił więc z Grubym żadnego treningu, a z przebiegiem klasy II zapoznawał się w dniu zawodów. Chyba słuszna to była taktyka, bo Spock uzyskał 181,5/200 pkt, ocenę doskonałą, awans do klasy III i drugie miejsce na podium! Co za dzień!

Przebieg Spocka bardzo mi się podobał. Młody był pełen energii, a motywacja siadła dopiero na ostatnim ćwiczeniu, czyli pozycjach na odległość, gdzie nie obyło się bez powtórzonej komendy. Pierwsze ćwiczenie, czyli zostawanie w waruj (3 min.), wypadło naprawdę nieźle, a co najważniejsze bez przewalenia się na boczek. Chodzenie przy nodze bez smyczy bardzo ładne z nielicznymi błędami na zwrotach w tył. Następne ćwiczenie – waruj w marszu – zaliczone, chociaż tempo powinno być (i docelowo będzie) dużo szybsze. Przywołanie super. Kolejne ćwiczenie – kwadrat – nieco podchwytliwy, bo z dużo mniejszej odległości niż trenowany na co dzień (ryzyko, że za późno zatrzyma się psa i będzie lipa), a do tego wykończony obowiązkowym staniem przez 3 sekundy (u nas zwykle kończony warowaniem lub zwolnieniem do piłki). Spock bez problemy namierza kwadrat i zatrzymuje się w obrębie taśm. Nie przywykły do nietypowych przestojów, na szczęście nie kładzie się z własnej woli, ale dochodzi do wniosku, że gdzieś musi być piłka i rozgląda się w jej poszukiwaniu. Aport koziołka wykonany bardzo ładnie. Kolejny jest skok przez przeszkodę w obie strony z siad po drugiej stronie. Ćwiczyliśmy to tylko raz. Wypadło ok, więc uznaliśmy, że jakoś to będzie. No i wyszło, chociaż zapaszki na ziemi prawie zepsuły nam powrót. Na szczęście Spock włączył rozumek i przeskoczył, zamiast ominąć przeszkodę. Ostatnie ćwiczenie – zamiany pozycji na odległość – było już na motywacyjnej rezerwie. Do tego to najgorsze, nielubiane (bleh). Przebrnięte, ale zdecydowanie wymaga poprawki na najbliższych treningach. Na koniec 10 pkt za wrażenie ogólne i zejście z ringu.

Podsumowując zawody: z rzeczy na plus podobało mi się, że sędziowie nie patrzyli krzywym okiem na cieszenie się do psa po zakończeniu ćwiczenia i nie cięli punktów za kic na głowę. Wręcz przeciwnie, doceniali radość u psa i przewodnika. Podobał mi się teren zawodów oraz piękna sprawność organizacyjna. Z negatywów, widziałam nagradzanie psa jedzeniem ukradkiem w czasie przebiegu. Widziałam ludzi wchodzących na ring z piłką w kamizelce treningowej. W końcu widziałam zawodników karmiących psa zaraz po zejściu z placu, jedzeniem wyciągniętym z kieszeni. To dziwne i nieuczciwe zachowania. Nie spodobało mi się również pokazywanie psu kierunku do kwadratu poprzez przytrzymanie za obrożę. U nas by to nie przeszło.

 

Share Button

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *