Weezy & Spock

Nova Scotia Duck Tolling Retriever

Nova Scotia Duck Tolling Retriever

sobota

11

Czerwiec 2016

0

COMMENTS

Pokonać strach przed strzałami

Written by , Posted in Dummy, Weezy

Weezy, jako specyficzny przedstawiciel rasy, nie lubi dwóch rzeczy: strzałów oraz (bezsensownego w jego mniemaniu) wchodzenia do wody. Żyć, nie umierać z takim retrieverem… Strach przed wybuchami pojawił się, po części, na nasze życzenie i jest efektem pokazu sztucznych ogni, które Rudy przeżył w czasach młodości. Po części mankament ten otrzymaliśmy prawdopodobnie również w genach po ojcu. Jeszcze do niedawna, wystrzał wywoływał w naszym psie odruch ucieczki. Podwinięty ogon, uszy położone po sobie, w tył zwrot i jak najszybsze oddalenie się od źródła „zła”. Nie działało skarmianie, żadna zabawa nie wchodziła w grę. Tak właśnie było na naszym pierwszym seminarium dummy. Podczas, gdy inne psy bawiły się lub delektowały smakami podczas „ostrzeliwania”, ja i Weezy musieliśmy oddalić się z miejsca ćwiczeń, aby ruda łepetyna mogła ochłonąć i uspokoić się. Tego dnia w naszym psio-ludzkim życiu rozpoczął się etap oswajania strzałów, który trwa i przynosi pierwsze, bardzo dla mnie cenne rezultaty.

Dzięki nieocenionej pomocy i pomysłom Grzesia Dudy, udało nam się skojarzyć Weezy’emu prosty łańcuch zdarzeń: strzał = dummy = aport. Trwało to dość długo. Początkowo konieczne było rzucanie ulubionego dummy z futrem, natychmiastowe zwalnianie do aportu, wprowadzanie podstawowej pamięci, stopniowe włączanie obcych strzelców i miotaczy. Podziałało. Dotarliśmy do momentu, w którym strzał wywołuje ekscytację, a nawet zrywanie. Możemy więc powoli ochładzać emocje, podnosić poprzeczkę o bardziej skomplikowane memory oraz blindy ze strzałami. Jak to określił Grzegorz: strzał staje się sprzymierzeńcem Weezy’ego.

Weezy

Dobrą okazją do sprawdzenia, na jakim etapie pokonywania „straszydła” jesteśmy, były majowe Zawody Retrieverów na Dummy. Jadąc do Garwolina k. Warszawy mieliśmy dwa cele. Pierwszy to ochłodzić mózg Spocka, dla którego strzały to coś super fajnego i ekscytującego (zupełne przeciwieństwo Wizzarda). Chcieliśmy pokazać Grubemu, że nie każdy strzał oznacza bieg po dummy, że czasem tak bywa, że gdzieś strzelają, gdzieś ktoś nosi dummy, a ty psie siedzisz i się nudzisz. „Nuda… Nic się nie dzieje, proszę pana”. Drugim celem było sprawdzenie Weezy’ego w akcji, przetestowanie, jak zachowa się na zawodach przy dających tam strzałach.

Zawody w klasie E tradycyjnie składały się z czterech zadań: chodzenie przy nodze, zwolnienie psa do biegu i przywołanie, marking z lądu oraz marking z wody. Pierwsze dwa ćwiczenia zaliczone. Schody pojawiły się przy kolejnym zadaniu. Marking z lądu zorganizowany został za budynkiem, przez co psy oczekujące na swoją kolej, nie miały możliwości obserwowania poprzedników. To był moment, który pokazał, że mamy problem. Wcześniej udało nam się przepracować sytuację, w której pada strzał, Weezy czeka, a po aport biegnie inny pies. Taki wariant nie sprawiał już kłopotów. Możliwość obserwowania otoczenia, sprawia, że Rudy kojarzy fakty i wie, że to tylko dummiki, a nie druga wojna światowa. Oczekiwanie na swoją kolej, słuchanie strzałów bez możliwości obserwacji, to jednak zupełnie inne warunki. Podchodząc do ćwiczenia z numerem szóstym, widziałam, że mózg psa jest gdzieś daleko (pewnie gdzieś w okolicach samochodu), że nie chce tu być, bo to zło. Pomimo nerwa,  który pies ewidentnie załapał, podeszliśmy do ćwiczenia. Weezy wysiedział strzał i zarządzone przez sędziego pięć sekund wyczekania. Na komendę poleciał po dummy, podjął go i … w tym momencie przypomniał sobie, że „tu biją” i przestraszony uciekł w bok, chowając się za budynek. Być może, gdybym wysłała go od razu po strzale lub zaraz po podjęciu zwołała gwizdkiem do mnie, byłoby inaczej. Gdy oceniam tę sytuację z perspektywy czasu, myślę, że tak właśnie powinnam była zrobić, ignorując sędziego i punkty. Mądrym jest się jednak zawsze po szkodzie i jak zawsze powtarzam – nic nas nie uczy tak, jak błędy popełnione na zawodach.

Widząc stan umysłu psa, przed kolejnym ćwiczeniem odchodzę z Weezym na większą odległość i podchodzę na ostatnie zadanie tak późno, jak tylko mogę. Przy markingu z wody znów nie ma bowiem możliwości obserwacji psów startujących przed nami. Wolę więc zaoszczędzić mu stresu. Idealnie nie jest. Weezy znów nie che mi się dostawić do nogi, jest poddenerwowany. Wysiaduje strzał, biegnie po dummy i … zatrzymuje się na brzegu rzeczki, biega wzdłuż brzegu, licząc nie wiadomo na co. Dummy odpływa w siną dal. No tak, Weezy nie wchodzi do wody bez powodu. Jak nie urok, to sraczka…

Sytuację z zawodów omawiamy z Grzesiem. Zastanawiamy się, jaką strategię przyjąć na następny raz. Kolejną próbę podejmujemy na Working Testach w Księże Młynach sędziowanych przez Stefano Martinoli. Grzegorz podsuwa pomysł: pokaż mu, że strzelają, a psy aportują. Następnie odejdź w miejsce, gdzie nic nie widać, a słychać strzały. Potem wróć i znów posiedź, oglądając pracę innych psów. Tak też zrobiliśmy i wyszło super. Weezy bez objawów stresu chodził przy nodze i grzecznie siedział, kiedy było trzeba. W tym właśnie kierunku musimy teraz pracować.

Co poza tym? Za nami dwa treningi z Grzesiem Dudą, seminarium z Elką Okoń i warsztaty ze Stefano Martinoli (tym razem w roli obserwatora). Mamy pomysły na treningi i zadania do przepracowania. I chociaż przed nami jeszcze dużo pracy, jestem dobrej myśli. Prędzej, czy później wystartuję z Weezym w Working Testach!

 

Share Button

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *