Back To Top

Toller scream

Toller scream to coś, czego powinien być świadomy każdy przyszły właściciel tollera. To coś, co prawdopodobnie otrzymasz w pakiecie razem z małą, puchatą, rudą kulką zwaną szczeniakiem. To coś, co będzie dojrzewać wraz ze wzrostem twojego tollera, by uaktywnić się w chwili dużego pobudzenia i uszczęśliwić całe otoczenie, wielkim, sążnistym: patrz świecie, oto jestem, ja toller i wielce się ekscytuję.

Toller scream to charakterystyczne dla psów tej rasy dźwięki, które wydobywają się w chwili wysokiego pobudzenia. To świdrująca w uszach fonia, która moim zdaniem przypomina wycie psa odzieranego żywcem ze skóry. Toller scream trzeba zaakceptować i nauczyć się z nim jakoś żyć, chociaż owo „jakoś” wcale nie musi być proste. Pomijam pękające w uszach bębenki i wiele mówiące spojrzenia przypadkowych przechodniów (coś pomiędzy wstrząsem, zniesmaczeniem i trwogą w jednym). Grunt to nauczyć się powstrzymywać toller scream, zwłaszcza w czasie, gdy pies powinien skupić się i rozpocząć pracę, rezygnując z radosnego dawania upustu swojej ekscytacji.

W naszym stadzie mamy dwa zupełnie różne egzemplarze tollerów, co tyczy się również dźwięków wydawanych w momentach wysokiego pobudzenia. Weezy jest psem niezwykle cichym. Bardzo rzadko piszczy, jest wzorowo milczący w czasie pracy (niezależnie czy jest to obi, czy dummy). Pod tym względem jest dla mnie tollerem idealnym, przy którym można robić prawie wszystko, bez strachu o wokalizowanie, czy piszczenie w pracy. Weezy ma bardzo wysoki próg pobudzenia, a przy dużym poziomie ekscytacji bardziej szczeka niż piszczy czy wyje. Spock jest, pod tym kątem, na przeciwległym biegunie. Ekscytuje się wyjątkowo szybko, co przejawia się początkowo w popiskiwaniu, a następnie typowym toller screamie. Jest to też coś, nad czym dużo pracujemy. Nauka spokojnego wysiedzenia podczas wyrzucania aportu, wyczekiwania na swoją kolej, podczas gdy inny pies pracuje – to wyzwania, z którymi musimy się mierzyć.

Jeśli miałabym opisać tollera idealnego, byłby to pies, który rozróżnia moment pracy od zabawy i czasu wolnego. Byłby absolutnie cichy „w robocie”, takiej jak obedience, dummy, czy praca myśliwska, który może do woli screamować w chwilach ekstremalnego (jednak wyłącznie zabawowego) pobudzenia. To coś, do czego dążymy ze Spockiem. Nie potrafię jeszcze powiedzieć, czy uda nam się ten cel osiągnąć. Na razie wszelkie piszczenie oznacza przerwanie zabawy lub pracy, którą wznawiamy po nastaniu momentu ciszy. Prawdopodobnie coś przez to tracimy – tempo, „power”, dynamikę. Pewnie tak, jednak błoga dla moich uszu cisza jest obecnie priorytetem.

Filmik Spocka, który prezentujemy poniżej, był pierwszym i jedynym odstępstwem od reguły. Screamowanie zakończyło się chwilą wysiedzenia w ciszy, po której pies został zwolniony do zabawy z Weezym.

Dla porównania pokazujemy również ten sam poziom ekscytacji u Weezy’ego (ze Spockiem jęczącym w tle). Tak, Weezy to „dźwiękowo” mój toller idealny.

Jeśli jeszcze Wam mało, warto zerknąć na to, co działo się podczas konkursu pływackiego na Ogólnopolskim Zlocie Tollerów. A właściwie posłuchać 🙂

Comments: 1

Post a Comment