Weezy & Spock

Nova Scotia Duck Tolling Retriever

Nova Scotia Duck Tolling Retriever

środa

10

Sierpień 2016

0

COMMENTS

Tollarspecialen 2016

Written by , Posted in Blog, Dummy, Obedience, Spock, Weezy

Tollarspecialen to dla mnie najważniejsze wydarzenie roku, organizowane przez szwedzki Klub Tollera. W tym roku odbywało się ono od 4 do 7 sierpnia w miejscowości Forsvik, położonej w południowej Szwecji, pomiędzy wielkimi jeziorami Wener i Wetter. Jestem niezwykle szczęśliwa, że udało nam się uczestniczyć w Tollarspecialen już trzeci rok z rzędu. To ogromna radość, spora dawka bezcennej wiedzy, nowe doświadczenia, nowi i starzy znajomi oraz możliwość podglądania tollerów w pracy, podziwiania ich różnorodności i wszechstronności.

Już drugi rok z rzędu Tollarspecialen trwało cztery dni. Rekordowa liczba psów zgłoszonych na Tolling Hunting Test, czyli Tollingjaktprov, sprawiła, że wszystko zaczęło się w czwartek, właśnie od prób pracy myśliwskiej. Do klasy początkującej zgłoszonych zostało 118 tollerów, do klasy otwartej – 56, a elit – 26. Przez trzy kolejne trzy dni nad brzegiem jeziora, wśród dziewiczej wręcz przyrody, rude testowane były w pracy, do której zostały stworzone. Ponieważ wiele wydarzeń na Tollerspecialen odbywało się równolegle, nie było nam dane oglądać wszystkich psów, jak również klasy najbardziej zaawansowanej. Z zapartym tchem podziwialiśmy jednak klasę dla początkujących oraz klasę otwartą, marząc, że któregoś dnia i nam będzie dane zmierzyć się w tej konkurencji. Jak w każdych zawodach, również i tutaj poziom wyszkolenia psów był zróżnicowany. Części z nich szło lepiej, części nieco gorzej. Najlepsze występy wprowadziły nas w prawdziwy zachwyt. Pełna współpraca z przewodnikiem. Skupienie i opanowanie na heel worku (oczywiście z merdającym ogonem), później tolling nad brzegiem i umiejętność przejścia psa z fazy zabawy z przewodnikiem do wysiedzenia na brzegu przy strzałach i kaczce/kaczkach spadających do wody. Było też przeszukiwanie sporego terenu w poszukiwaniu kaczek i gęsi. Proste z pozoru rzeczy, okazywały się czasem podchwytliwe. To, co jednak biło po oczach, to pasja, absolutna radość psa z wykonywanej pracy. Żaden z tollerów, które widzieliśmy nie miał problemu z motywacją. Każdy ćwiczył chętnie, czasem z trudem opanowując emocje. Kluczem do sukcesu były zawsze trzy elementy – naturalne predyspozycje psa, poziom wyszkolenia i współpraca z przewodnikiem. W zawodach tego typu startujemy bowiem jako drużyna, team, w którym my – przewodnicy i nasze psy musimy mieć do siebie pełne zaufanie i umieć współdziałać ze sobą na pełnych obrotach, płynnie przechodzących z rozbawienia w skupienie i spokój na stanowisku. Nawet teraz, gdy to piszę, uśmiecham się sama do siebie na same wspomnienie pracy tollera w tym, do czego go człowiek wyhodował. Przy tym widoku, bledną wszelkie występy w jakichkolwiek innych psich sportach. Bardzo cieszy mnie rosnąca liczba psów zgłaszanych na TJP. Bez tego, bez kontynuowania pracy z tollerami na ptactwie, rasa straciłaby wszystko. Praca z NSDTR jest bowiem specyficzna, inna niż ta, do której zostały stworzone pozostałe retrievery. I cudowne w tym wszystkim jest to, że to właśnie tolling hunting testy są najważniejszym elementem Tollarspecialen, a wszystko dookoła jest cennym, ale dużo mniej ważnym dodatkiem.
Gratuluję wszystkim, którzy wystartowali, padam do stóp zwycięzcom i wierzę, że kiedyś i nam będzie dane uczestniczyć w TJP.

W piątek 5 sierpnia odbyły się nieoficjalne Working Testy, zwane Arbetsprov (albo inaczej: Dummy Test). Do klasy początkującej zgłoszone zostały 93 tollery, w klasie otwartej – 19, a w elitkach – 2 sztuki. Biorąc pod uwagę, iż psa można było zgłosić albo do TJP, albo do WT, daje nam to przepiękną liczbę ponad 300 pracujących rudych!!! Zawody dummy rozgrywane były na pięciu równoległych stacjach i trwały od 7.30 rano do około godziny 17.00. Kolejne grupy startowały w parogodzinnych odstępach czasu, ale i tak, siłą rzeczy, tworzyły się korki na najbardziej czasochłonnych stacjach. Poziom psów, jak zawsze, był bardzo różny. Były więc i przypadki zupełnie poza kontrolą, były jękliwe i piskliwe, były w końcu skupione na robocie maszynki, z merdającą kitą i motorkiem w tyłku. Nasze starty opisałam w osobnym poście – o TUTAJ.

Równolegle do dummisi, odbywały się zawody agility, w których wystartowali zarówno zawodnicy ze szwedzkiej kadry narodowej, jak również zupełni amatorzy, trenujący z psem bez ciśnienia na wynik, od tak, dla własnej i psa przyjemności. Na teren zawodów przyjechaliśmy bardzo późno, bo bez startującej Trin nie mieliśmy do czego się spieszyć. Agility specjalnie też nas nie pochłania, dlatego wykorzystaliśmy ten czas na krótki trening w okolicy, w której kolejnego dnia obywać się miały zawody obedience. Ringi były już wyznaczone. Na jednym trwały skoki, slalomy i tunele, pozostałe dwa opatrzono tabliczką: „Please, keep off the obedience ring” i, o dziwo, każdy z obecnych prośbę tę uszanował. Nie widziałam więc piłeczkowania, trenowania, czy co gorsza szczania na ringach. Czystość, ład i porządek – kocham Szwecję!

Dzień trzeci (sobota) przyniósł nam zawody obedience, rozgrywane równolegle na trzech ringach. Pierwszy startował Weezy w szwedzkiej klasie III, po południu Spock w tamtejszej klasie II. Wrażenia i wyniki opiszę w osobnym poście, aż prosi się jednak pochwalić uzyskanymi lokatami na podium: Weezy – pierwsze miejsce, Spock lokata druga i ocena doskonała! Duma i szczęście. Zawody przebiegły bardzo sprawnie, bez większych opóźnień, do których przywykłam na krajowym podwórku. Nie było treningów dzień wcześniej, czy w dniu zawodów, nie było odprawy na ringu z omawianiem każdego ćwiczenia. Ot, przychodzisz i startujesz. Było kilka niuansów, które zaskoczyły mnie in minus, ale o tym w osobnym wpisie – link TUTAJ

Wieczorem tego dnia nastąpiło ogłoszenie wyników TJP, WT i agility. Do „bazy” Tollarspecialen zjechała masa ludzi i psów. Dopiero teraz widać było, ile osób gromadzi ta impreza. Po raz kolejny zauważyliśmy też, jak dużą rangę przywiązuje się tu do prób pracy – chociażby po bogactwie nagród.

Niedziela to nieoficjalna wystawa. Oceny na pięciu ringach przebiegały równolegle i dość sprawnie, mimo dużej liczby zgłoszonych psów. Z ocenianiem, jak z ocenianiem – jedni się zgadzali z werdyktami, inni nie. My zgłosiliśmy Spocka do klasy otwartej, pokazując się w konkurencji 31 psów. Do pierwszej czwórki oczywiście nie weszliśmy, jednak Spock uzyskał HP (odpowiednik oceny doskonałej) oraz opis:

Small dog, masculin head, neck and shoulders, a bit low on legs. Good angulation, coat a bit opened and fluffy. Would like a bit more action on hindquarters.

Sędzia: Bjarne Sörensen

Ocena duńskiego sędziego podobała mi się. Było dokładne obmacanie psa, łącznie ze sprawdzeniem jakości futra i obecności błon pławnych. Uwadze sędziego nie uszło maskowanie niedoskonałości, aby ukryć siodło, czy opadającą linię grzbietu, a niestety, po raz kolejny widziałam osoby napuszające sierść swoim rudym. Tapirowania, czy stylizowania futra na szczęście nie udało mi się przyuważyć. Uważam, że toller powinien być wystawiany takim, jakim go Pan Bóg stworzył, czyli czysty, wyczesany, z przystrzyżonymi uszami i łapami. Tyle. That’s it!

Co innego jednak zwróciło moją uwagę i wprawiło mnie w pewne osłupienie. Na naszym ringu, w klasie otwartej, dwa psy zostały zdyskwalifikowane za agresję w stosunku do sędziego. Inny, podczas indywidualnej oceny, był trzymany przez handlerkę mocno za fafle, a więc (jak domniemywam), mógłby się sędziemu odwinąć. Kolejny pies bieg wokół ringu uprawiał tyłem, tak bardzo chciał dopaść rywala biegnącego za nim. Co najmniej dwa inne były przerażone wystawą, co oczywiście może być efektem braku socjalizacji (tylko jaką mamy pewność, że to tylko to?). To przypadki tylko z naszej 31-psiowej klasy. Jak było na innych ringach? Trudno powiedzieć, nie byliśmy w stanie być wszędzie. Z relacji wiem jednak, że w klasie młodzieży jeden samiec autentycznie ugryzł sędziego, co skończyło się zabandażowaną ręką. To bardzo niepokojące przypadki, do których nigdy nie powinno dojść. Mając Weezy’ego wiem, że tollery aniołami nie są, a hasło: „they are allert and could be protective over their families” rozumiem doskonale. Uważam jednak, że takie psy absolutnie nigdy nie powinny trafić na wystawę, a już na pewno nie być brane pod uwagę w hodowli. Cóż, widać niektórzy wychodzą z założenia, że skoro mają psa, to muszą go dalej rozmnożyć, niezależnie od tego, co przekaże potomstwu. Takie bezsensowne rozmnażanie dla rozmnażania. Ale to zupełnie inny temat, temat rzeka.

Na koniec wystawy przyznawane były standardowe tytuły, a także te najciekawsze, czyli: Tollermaster, Juniortollermaster, Best Champion with hunting merit. Była też wystawa grup hodowlanych, a także osobna klasa dla tollerów z dyskwalifikującymi wadami, co zawsze jest bardzo miłe. Podczas całej imprezy dokonywano również dobrowolnych pomiarów wzrostu rudych, co po analizie da pewien obraz rasy (mówi się, że tollery robią się za wysokie).

Tollarspecialen

Tollarspecialen minęło nam bardzo szybko. Zbyt szybko. Wstawanie codziennie o 6 rano i lądowanie na campingu późnym popołudniem dało się we znaki, ale było tego warte. Szkoda tylko, że nie udało się nam rozdwoić, a nawet roztroić, żeby móc być wszędzie i oglądać wszystko.

Tollarspecialen to ogromne przedsięwzięcie i prawdziwe wyzwanie, organizowane przez dużą grupę wolontariuszy. Byłam pod wrażeniem sprawności organizacyjnej oraz umiejętności dopracowania szczegółów (pomyślano naprawdę o wszystkim). Pomimo ponoszonego każdego dnia wysiłku i ciężaru organizatora, nikomu nie znikał uśmiech z twarzy, a gdy trzeba było, cierpliwie wyjaśniano nam wszystko w języku angielskim.

Trzeba zdawać sobie sprawę, że nie jest łatwo znaleźć miejsce odpowiednie na tego typu wydarzenie. Potrzebny jest m.in.  spory teren trawiasty, zdolny pomieścić zarówno zawody obedience i agility, jak i wystawę, z zapleczem sanitarnym, parkingiem i sekretariatem. Do tego w niedalekiej odległości muszą znaleźć się dwa niezależne tereny odpowiednie do przeprowadzenia tolling hunting testów i working testów. Musi to być niedaleko, jednocześnie z dala od siedzib ludzkich, z zapleczem, miejscem na dziesiątki samochodów. Jednocześnie miejscówka musi być na tyle zróżnicowana, aby dało się tam wydzielić stacje na każdą klasę zaawansowania. Stacje powinny być położone niedaleko jedna od drugiej, aby z łatwością mogła się poruszać między nimi widownia lub zawodnicy startujący z różnymi psami w różnych klasach. Często taki teren trzeba wynająć, opłacić, uzyskać pozwolenie na strzelanie przez kilka dni z rzędu. To naprawdę duże wyzwanie.

Już dziś pojawiają się głosy, jak długo uda się pociągnąć Tollarspecialen w takim kształcie, w jakim jest ono obecnie. Przy rosnącej liczbie zgłaszanych psów, rodzi się wątpliwość, czy będzie to nadal realne, czy nie będzie trzeba jednak z czegoś zrezygnować. Zobaczymy. Mam nadzieję, że jeszcze długo do tego nie dojdzie. Rozmach i obecny kształt Tollarspecialen stanowią o wyjątkowości tego wydarzenia, przyciągającego osoby z wielu krańców Europy. Poza nami, była też spora grupa Niemców, Holendrów, Norwegów, Czechów, pewnie też  innych narodowości, których połączyło uwielbienie do tej wspaniałej rasy.

 

Share Button

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *