Back To Top

Jesienna deprecha

Za oknem jesień w pełni i szaruga, która doprowadza mnie prawie do depresji. Wstaję rano – jest JESZCZE ciemno, więc poranny spacer z psem odbywa się we mgle, niemal przy blasku księżyca. Gdy wracam do domu jest JUŻ ciemno, więc popołudniowy spacer urządzamy przy blasku osiedlowych latarni. Ćwiczenia obi odbywają się więc w ograniczonym zakresie na oświetlonych, osiedlowych trawnikach, a na przepracowanie naszej obecnej zmory, czyli kwadratu, pozostają nam tylko weekendy. Niestety Weezy w dalszym ciągu kompletnie nie rozumie, o co chodzi z tymi czterema pachołkami i taśmą, a wszystko wskazuje na to, że widzi je tylko wtedy, gdy jest jasno. Po zmroku, przy oświetleniu z latarni, biegnie przed siebie na oślep, z nosem w trawie, szukając piłki i ląduje metr obok lub biegnie szukać zabawki w krzakach. Załamać się można. Gdzieś popełniamy błąd, tylko gdzie? Dobrze, że chociaż są weekendy. Te, nieważne przy jakiej pogodzie, staramy się spędzać aktywnie, żeby osłodzić Rudemu i sobie życie. Byle do kwietnia…

Post a Comment