Back To Top

II Ogólnopolski Zlot Tollerów Biała 2014

Na weekend 12-14 września 2014 czekaliśmy z dużą niecierpliwością. Od stycznia termin ten zakreślony był w naszym kalendarzu kolorowym mazakiem. Ogólnopolski Zlot Tollerów to nie byle co, zwłaszcza że zjazd odbywał się w tym roku pod hasłem: Toller OBIkuje. Połączenie tolleriozy (Marta naliczyła 39 sztuk!) i obedience było wyśmienitym koktajlem, dlatego z dużą przyjemnością włączyliśmy się w pomoc w organizacji Zlotu.

Dzięki splotowi pozytywnych okoliczności, na poprowadzenie zlotowych zajęć udało się namówić Joannę Hewelt, naszego nafalowego Team Leadera, której nikomu w obikowym światku przedstawiać nie trzeba. Mając na uwadze moje prywatne marzenie, aby jak najwięcej tollerów pracowało w tej czy innej dyscyplinie, byłam przekonana, że nikt inny jak Joanna nie przekona uczestników, że obedience to nie nudne wałkowanie detali, ale ciekawa praca z psem, w której sztuką jest osiągnięcie równowagi pomiędzy piękną dynamiką i dużą dokładnością. Dyscyplina ta na tyle zmieniła się na przestrzeni ostatnich lat (głównie pod względem metod szkoleniowych), że fajnie było pokazać obi szerokiemu gronu Rudych i zachęcić tolleromaniaków do zainteresowania się tą dyscypliną (przynajmniej mam taką nadzieję).

Zlot rozpoczął się w piątkowy wieczór od tradycyjnego powitania, poznania się „w realu” i wykładu teoretycznego Joanny Hewelt. Asia przedstawiła w nim fundamenty, na których buduje pracę z psem, które to następnego dnia miały zostać pokazane uczestnikom w praktyce. Następnie rozpoczęła się składkowa impreza grillowa, czyli coś dla ciała i ducha. Tolleromaniacy spisali się wzorowo. Jedzenia było dużo i każdy znalazł coś dla siebie. Kiełbaski, szaszłyki, sałatki, słodkości, czego tam nie było! Wspaniale sprawdził się też pomysł podpisywania dań pod kątem rodzaju i składu, dzięki czemu możliwe było szybkie zidentyfikowanie ulubionych potraw.

Dzień drugi to praktyczne ćwiczenia obi. Od samego rana, w podziale na grupy, prezentowane były poszczególne elementy obedience, od fundamentów, po aport, kwadrat, patyczki i zmiany pozycji w marszu i na odległość. Celem takiego podziału zajęć było pokazanie możliwie wielu ćwiczeń, dzięki czemu uważny i pilny obserwator mógł z zajęć wynieść sporą dawkę wiedzy. Po obiedzie rozpoczęliśmy drugą turę wejść (kontynuowaną w niedzielny poranek), podczas których każdy ćwiczył wybrany przez siebie element. W tym zakresie panowała całkowita dowolność. Można było wybrać któryś z elementów pokazanych w pierwszej połowie dnia lub zupełnie nowe obi ćwiczenie, na które w sobotę nie starczyło już czasu. Niektórzy podeszli do zadania bardzo strategicznie, wybierając zadania, które miały się pojawić podczas niedzielnych mini zawodów obi.

Późne popołudnie to czas na konkurs pływacki. Konkurencja ta odbywała się w etapach, gdzie do następnego przechodził tylko ten toller z pary, który jako pierwszy wyłowił i wyniósł na brzeg aport wyrzucony do wody. W pierwszej kolejności rozegrano konkurencję dla szczeniaków. Tu niekwestionowanym ulubieńcem publiczności został 12-tygodniowy Trotyl (pół brat Spocka), który okazał się dużo bardziej śmiałym aporterem niż jego starsi koledzy. Po młodzieży przyszedł czas na psy dorosłe – około 20 sztuk. Dźwięk toller screamu niósł się po rzece chyba przez pół Polski. Wodne szaleństwo i ławica tollerów – to chyba najtrafniejsze sformułowanie tego, co się działo nad rzeką. Bezkonkurencyjny okazał się Frugo. Tuż za nim na pudle stanęli Frodo i Fado.

Nasze psy nie wzięły udziału w konkursie pływackim. Spock jest szczeniakiem dość piskliwym, co tępimy na każdym kroku. Obawialiśmy się więc, że emocje i panujące szaleństwo wywołają u niego nadmierną ekscytację i rozdarcie paszczy, co może odbić nam się czkawką podczas kolejnych wypadów nad wodę. Biorąc pod uwagę nasze marzenia o dummikowaniu, byłoby to zupełnie nie do przyjęcia. Zaraza nadmiernego pobudzenia na pewno nie groziłaby Weezy’emu – psu o śladowej tendencji do screamu i piszczenia. Jak wiadomo jednak, Weezy nie biega po aport do wody, jeśli w tym samym czasie wyławia go inny pies. Zamiast tego czeka na brzegu, aby go konkurentowi odebrać. Nie było więc sensu zgłaszać go do startu.

Sobotni wieczór ponownie spędziliśmy na grillowaniu oraz ognisku (Zlotowicze naprawdę nie zawiedli i jedzenia było duuuużo). Wieczorne pogaduchy umiliła nam niespodzianka przygotowana przez Gosię i Michała – gra planszowa obedience. Muszę przyznać, że planszówka była super, zarówno pod kątem dobrze przemyślanych zasad gry, jak i jej bardzo profesjonalnego wykonania. W grupie z Asią, Natalią i Piotrem walczyliśmy dzielnie, zajmując ostatecznie drugie miejsce w rywalizacji.

Niedziela rozpoczęła się od dokończenia indywidualnych wejść z psem z soboty. Zaraz po nich przeszliśmy do przeprowadzenia mini zawodów obi. Na pierwszy rzut poszły szczeniaki, które były „testowane” z umiejętności chodzenia przy nodze na luźnej smyczy, zostawania i aportowania. Walka była zacięta, a o zwycięstwie decydowały połówki punktów. Tu pierwsze miejsce udało się zająć naszemu Spockowi, a jakże 😉

Następnie przyszedł czas na rozgrywkę pomiędzy dorosłymi psami. Nie była to jednak standardowa rywalizacja, rozgrywana według standardowego regulaminu. Joanna Hewelt zaskoczyła nas zupełnie nowymi konkurencjami i zasadami. Tu, poza umiejętnością wykonywania ćwiczeń, liczyła się kreatywność, radość ze współpracy z psem, myślenie strategiczne oraz innowacyjne podejście do sprawy (wszystko, czego nie zabraniał regulamin, było dozwolone). Rywalizacja rozpoczęła się od pokazania fundamentów. W tej konkurencji można było zdobyć bonusowe punkty za zaangażowanie obserwatorów, co niektórzy bardzo sprytnie wykorzystali na swoją korzyść. Kolejne etapy obejmowały zostawanie, wysyłanie do kwadratu, aport własnego przedmiotu (im bardziej oryginalny, tym wyżej punktowany) i w końcu skok przez ludzką przeszkodę. Najlepsi w obi zawodach okazali się Nelly, Trin i Rysiu.

Bardzo cieszyła liczba osób zgłoszonych do udziału w zawodach oraz duże zaangażowanie i poczucie humoru, z jakim podeszli do rywalizacji. Jestem też pod ogromnym wrażaniem samych psów. Część zlotowych tollerów to sportowi wymiatacze, doświadczeni w pracy ze swoimi przewodnikami. Część Rudych nie miała jednak doświadczeń ze startem w zawodach czy udziałem w seminariach. Wszyscy jednak dali z siebie wszystko i dzielnie stawiali czoła stawianym zadaniom. Wszystkim szło naprawdę bardzo dobrze, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że tollery to psy chętne do nauki, główkowania i pracy.

Po zakończeniu zawodów pozostało nam już tylko podsumowanie Zlotu, rozdanie nagród (ogromne podziękowania dla wszystkich sponsorów!) i dyplomów oraz solenne obiecanie sobie, że na pewno spotkamy się na Zlocie w przyszłym roku.

Jeśli miałabym podsumować tegoroczną imprezę, musiałabym powiedzieć, że przede wszystkim zleciała mi ona niesamowicie szybko, acz intensywnie. Ze względu na obowiązki organizacyjne, miałam bardzo mało czasu na swoje psy, które większość czasu spędziły zamknięte w klatkach lub na spacerach z Krzyśkiem. Przez cały Zlot nie zrobiłam z Weezym absolutnie nic, poza jednym spacerem PO zakończeniu imprezy. Trochę mi tego żal, jednak priorytetem było dla mnie zrobienie wszystko co w naszej mocy, aby Zlot wypadł jak najlepiej, a uczestnicy byli jak najbardziej zadowoleni.

Odnośnie, już chyba legendarnej, bazy noclegowej w Białej. Ośrodek zatrzymał się w rozwoju w czasach swojej największej świetności, a więc pewnie głębokich latach 80-tych. Warunki były, jakie były. Drugi raz trafiliśmy do domku, w którym nie było ciepłej wody (to się nazywa mieć szczęście!), więc sztukę kąpania się w misce mam już opanowaną do perfekcji 😉 Wszyscy doświadczyliśmy wszechobecnej wilgoci, która sprawiała, że nic schło, a wręcz przeciwnie – nabierało wody. Dla mnie jednak wszystkie te niedogodności są do zaakceptowania wobec plusów tego miejsca. Ośrodek położony jest z dala od wsi, dzięki czemu nie kręcą się w nim „lokalsi”. Jesteśmy całkowicie sami. Otoczenie lasu, łąk i rzeki z plażą umożliwia spacery i służyć może różnym psim aktywnościom. Na terenie ośrodka mamy do dyspozycji duże trawiaste boisko ze skoszoną trawą, dwie świetlice, jako taką (ale zawsze) stołówkę, zadaszone miejsce na grilla i ognisko. Miejsca jest tyle, że wszyscy bez problemu się mieszczą, a jednocześnie nie siedzą jeden drugiemu na głowie. Potencjał tego miejsca jest moim zdaniem ogromny i wielka szkoda, że nikt nie podjął się trudu zainwestowania w ten teren (jaki cudny psi ośrodek mógłby to być!). Nikomu nie polecam Białej na spędzenie wakacji, ale na weekendowy wypad z psem, gdzie i tak w domku spędza się bardzo mało czasu? Czemu nie.

Tym razem nie będzie fotorelacji ze Zlotu, bo aparat wciąż w naprawie. Prezentujemy jednak krótki filmik z konkursu pływackiego.

Polecamy również relacje ze Zlotu innych uczestników:
Dancing with Fire
Agnieszki i Fenki
Ani i Hixa
Kasi od Foxtrota
Marty i Frugo
Łukasza i Velveta

Zdjęcie: Michał Litwa / Dancing with Fire

Post a Comment