Weezy & Spock

Nova Scotia Duck Tolling Retriever

Nova Scotia Duck Tolling Retriever

piątek

12

Sierpień 2016

2

COMMENTS

Dummy Test – Tollarspecialen 2016

Written by , Posted in Blog, Dummy, Spock, Weezy

Oczywistym było, że wyjazd na Tollarspecialen 2016 (Forsvik, Szwecja) nie obędzie się bez zgłoszenia psów na zawody dummy. Kto zna nasze Rude ten wie, jak różnymi psami są Spock i Weezy, jak różnie pracują, jak różne mają mocne i słabe strony i jak odmienne są problemy, z którymi się zmagamy w treningach. Wakacyjny i przedwyjazdowy zawrót głowy sprawił, że w ostatnim okresie przed wyjazdem na treningi poświęcaliśmy bardzo mało czasu. Tydzień przed zawodami był pierwszym tygodniem urlopu i spędziliśmy go na podróżowaniu i zwiedzaniu. Nie mieliśmy więc pojęcia, jak wypadniemy w konkurencji, jednak grzechem by było nie spróbować swoich sił w takim wydarzeniu. Same tollery, bez dominujących zwykle labradorów – miód na nasze serce 😉

Na potrzeby Tollarspecialen, ze względu na dużą zwykle liczbę zgłaszanych psów, zawody zorganizowane zostały wg zmodyfikowanego regulaminu WT. Nazwano je więc: Arbetsprov (Dummy Test). Ze zmian wprowadzono duży szybkich aportów, w klasie początkującej dopuszczono dodatkowo dwa, osobno punktowane, ćwiczenia na jednej stacji. Nie było również zer za piśnięcie, a jedynie cięcie po punktach. Taki ukłon w stronę rudych (hihi).

Starty w poszczególnych klasach podzielone zostały na trzy grupy – pierwsza zaczynała odprawą o godz. 7.30, druga o 10.30, trzecia – 11.30. Ćwiczenia szły równolegle na pięciu stacjach dla każdej z klas – początkującej, otwartej i elit. Wszystkie stacje rozlokowane zostały w lesie i to teren stanowił często o trudności danego ćwiczenia. Na wszystkich stacjach z markingiem były strzały ślepakami z broni długiej.

W klasie początkującej, bo do tej się zgłosiliśmy, na poszczególne stacje składały się:

Stacja nr 1 – Lineing
Wysłanie psa po linii prostej po dummika podłożonego pod drzewem (odległość ok. 20 m). Przyznam, że tego wariantu nigdy nie ćwiczyliśmy. Zwykle w treningach pojawiały się ślepe ze strzałem/trukaniem lub przeszukiwanie terenu z nagonką lub bez. Tu należało jednak psa wysłać po prostu na wprost przez wysoki jagodnik w miejsce, w którym wiemy, że jest podłożony wałek.

Stacja nr 2 – Podwójny marking (sędziowane jako dwa osobne ćwiczenia)
Dwa markingi pod rząd, oba ze strzałem. Najpierw pierwszy, a po przyniesieniu dummika, drugi pod kątem 45 stopni. Główna trudność polegała tu na terenie. Las był w tym miejscu gęsto porośnięty drzewami, paprociami, pełen powalonych drzew, kamieni, a grunt pofałdowany. Szczerze mówiąc nie przyszłoby mi do głowy, by ćwiczyć w tak gęsto porośniętym obszarze, gdzie łatwo o kontuzję. Drugą nowością było dla nas miejsce położenia strzelca. Ten towarzyszył nam krok w krok podczas podejścia do rozpoczęcia ćwiczenia i oddając oba strzały, stał po naszej lewej stronie, obok psa, markując podążanie lufą za kaczką.

Stacja nr 3 – Marking
Ćwiczenie zaczynało się od podejścia z psem przy nodze bez smyczy w kierunku strzelca i miotacza. Na znak sędziego należało się zatrzymać. Padał strzał, następował wyrzut dummika. Wysłanie psa. Tym razem strzelec stał tyłem, pomiędzy nami a miejscem upadku wałka, tak więc pies przebiegał obok stojącego człowieka z bronią.

Połączone stacje nr 4 i 5 – Marking i lineing (sędziowane jako dwa osobne ćwiczenia)
Dwie ostatnie stacje stanowiły dwa ćwiczenia rozgrywane jedno po drugim, każde punktowane osobno. Na pierwszy rzut szedł marking ze strzałem. Po nim następowało przejście kilka kroków w lewo i wysłanie psa po prostej po znajdujące się pod drzewem dummy. Marking i lineing ustawione były względem siebie pod kątem 45 stopni, co było ogromnym utrudnieniem ze względu na to, że druga część ćwiczenia (wysyłanie po linii) robiona była bez strzału, do podłożonego wcześniej aportu. Ten znajdował się w wysokim jagodniku, w dole pozostałym po korzeniach wywróconego drzewa. Dużo psów było „ściąganych” z linii biegu w miejsce, z którego przynosiły dummy z markingu.

Poszczególne ćwiczenia można było zaliczać w wybranej przez siebie kolejności. Zawodnicy ustawiali się w kolejce do danej stacji, gdzie po pozostawieniu piłki tenisowej ze swoim numerem startowym, trzeba było cierpliwie czekać na swoją kolej. Nam przypadł udział w ostatniej grupie startowej, jednak na miejscu pojawiliśmy się już skoro świt. Chcieliśmy zobaczyć, jak pracują dwa tollery z Niemiec, zgłoszone do najwyższej klasy, a także pokibicować naszym dobrym znajomym – Kirsten i Willow. Na oglądaniu, rozmowach i siedzeniu w lesie spędziliśmy cały boży dzień.

Podczas startu na pierwszy rzut szedł Spock z Krzyśkiem, zaraz za nimi ustawiałam się z Weezym. Każdy z naszych teamów miał przed sobą inny cel, jak również inny problem, który mógł się pojawić (lub nie). Nie sposób więc opisać obu występów razem.

Krzysiek i Spock
Głównym celem było niepiszczenie oraz niezrywanie, a więc to, co na ten moment stanowi największy problem Spocka. Tym razem cel ten udało nam się w pełni osiągnąć. Być może to dzięki długiemu oczekiwaniu na swoją kolej. Być może poskutkowało wcześniejsze wydummisiowanie. Ważne, że obyło się bez niepożądanych ekscesów.

Wszystkie ćwiczenia z markingiem Spock wykonał wzorowo, za każdym razem trafiając prawie w punkt. Jedynie na trzeciej stacji sędzia obciął 2 punkty za zamotanie się podczas siad z marszu. Z pierwszym lineingiem też nie było problemu. Wysłanie, wbiegnięcie we właściwy obszar, krótkie szukanie – jest dummy! Jedyne załapane zero zaliczone zostało, pechowo, na połączonej stacji nr 4 i 5. Po bezbłędnym markingu, nastąpiło wysłanie po prostej. Spock ładnie utrzymywał linię prostą, aż … na metr od miejsca docelowego coś go zniosło. Zrobił skręt w prawo i nie dał się wyhandlować. Przypomniało mu się miejsce upadku pierwszego dummy po prawej stronie i uparcie podążał w tym kierunku. Sędzia przerwał ćwiczenie. Miał być linening, a nie długi handling.

Ostatecznie Spock uzyskał 78/100 pkt (20+20+18+20+0) oraz 15 miejsce na 73 sklasyfikowane psy. Pokazał się z bardzo dobrej strony i jesteśmy z niego niesamowicie zadowoleni. Szkoda tego ostatniego zera, ale nie można mieć do psa pretensji o coś, czego się wcześniej nie ćwiczyło. Gdyby za tę stację udało się uzyskać chociaż połowę punktów, byłoby piąte miejsce.

Ja i Weezy
Jadąc na zawody marzyłam tylko o jedynym – żeby nie włączył się strach przed strzałami, a Weezy nie uciekł w panice ze startu. Jak już wielokrotnie pisałam, Wizzard boi się strzałów, a pracę nad ich oswojeniem zaczęliśmy od etapu podwiniętego ogona i paniki w oczach. Dzięki pomysłom i pomocy Grzegorza Dudy (Grzesiu, jeszcze raz ogromnie dziękuję!) powoli oswajamy straszydło i sprawiamy, że Weezy sam na sam ze swoim strzałem pracuje bardzo dobrze. Wyzwaniem było wciąż jednak strzelanie dookoła, czyli sytuacja, w której słychać strzał, jednak nie widać strzelca, miotacza i lecącego dummy. Ten element zawiódł nas na zawodach retrieverów na dummy. Pracowaliśmy nad nim trochę korzystając z czerwcowych WT. Ciekawa byłam ogromnie, jak będzie tym razem.

Na swoją kolej czekaliśmy od samego rana aż do godziny 12.00. W tym czasie wyjęłam psa z samochodu, chcąc przejść się z nim po terenie, odsikać i zobaczyć, jak będzie reagować na słyszalne w oddali strzały. Było nieźle, a uwagę Weezyego skupiały bardziej wszechobecne psy. Gdy przyszła nasza kolej, wzięliśmy Rude oraz składane krzesełka i poszliśmy. Rozłożenie stacji w terenie sprawiło, że niemożliwym było trzymanie psa w aucie. Trzeba było siedzieć i czekać w lesie. Uzbrojeni w najlepsze smaki i ulubioną piłkę, ruszyliśmy. Pojawiające się strzały starałam się kojarzyć psu z jedzeniem lub pojawiającą się zabawką. Pozbawiony śniadania Weezy był głodny, a że jedzenie to w jego życiu sprawa priorytetowa, miałam skupionego na sobie psa, ignorującego otoczenie, czekającego na każdy kąsek. W obi super sprawa, w dummy niekoniecznie. Przez obediencowe nawyki zaliczyliśmy zero na jednym z markingów – wpatrzony we mnie Weezy za późno spojrzał przed siebie i nie odnotował miejsca upadku aportu. W innym markingu straciliśmy punkty za zawąchanie się przy obsikanym przez poprzedników krzaku. Wysyłanie po prostej było już sporym wyzwaniem, zwłaszcza, że Weezy poddaje się bardzo szybko, jeśli nie osiąga szybkiego sukcesu, czego efektem było jedno 14 i drugie 0 pkt.

Weezy zdobył w sumie 62/100 pkt (18+10+14+20+0) i zajął 26 miejsce na 73 sklasyfikowane tollery. Kto by pomyślał, że Weezy, który jeszcze 1,5 roku temu w panice uciekał przed strzałem, znajdzie się pierwszej trzydziestce na Tollarspecialen! Przed nami jeszcze baaaardzo dużo godzin oswajania strzałów. Dużo pracy z wieloma innymi elementami. Ten pierwszy, osobisty sukces, cieszy jednak najbardziej. Być może łakomstwo psa wziął górę nad starymi strachami. Być może długie wyczekiwanie i idące z tym zmęczenie psychiczne zrobiło w swoje. A może to ja byłam wyluzowana, dzięki czemu siedzieliśmy sobie razem w lesie, rozmawiając od czasu do czasu ze znajomymi. Najważniejsze dla mnie, że mimo pojawiającej się momentami niepewności, Weezy dał radę i szczęśliwie dotarliśmy do końca naszych pierwszych WT.

Spock - WT | Tollarspecialen 2016

 

Share Button

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *