Weezy & Spock

Nova Scotia Duck Tolling Retriever

Nova Scotia Duck Tolling Retriever

niedziela

20

Sierpień 2017

2

COMMENTS

Wakacje z psem w Danii – Północna Jutlandia

Written by , Posted in Blog, Wakacje z psem

Pomysł na spędzenie wakacji w północnej Danii z psami zrodził się po naszej ubiegłorocznej wizycie w tym kraju. Chcieliśmy odpocząć, pozwiedzać i spędzić trochę czasu nad morzem. Przeglądając zdjęcia i artykuły dostępne w Internecie, naszą uwagę przykuła Jutlandia Północna. Wybrzeża Morza Północnego i Bałtyku w czasie jednego wyjazdu? Kolejne wakacje pod namiotem z naszymi dwoma psami? Decyzja mogą być jedna – oczywiście, że tak! Tym sposobem powstał pomysł na 12-dniowy urlop w Danii i objazdową trasę od Klitmøller do Aarhus.

Pierwsze dwie noce spędziliśmy w miejscowości Klitmøller – miejscu bardzo dobrze znanym miłośnikom surfingu, zwanym „Cold Hawaii”. Pogoda nie dopisała – było deszczowo lub, w najlepszym przypadku, dżdżyście. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Plaża świeciła pustkami, więc psy mogły się swobodnie wybiegać. Tutejsze wybrzeże momentalnie mnie zauroczyło. Przepiękny krajobraz Parku Narodowego Thy, wydmy porośnięte wrzosami, nieliczne skarłowaciałe drzewa, powyginane od wiatru, który ewidentnie wieje tu często z potężną siłą, letnie dacze Duńczyków, zbudowane w stylu najlepszego duńskiego designu. Do tego kamienista plaża, z której wyrastają bunkry. Klimat nie do opisania. Bardzo hygge! Żałowaliśmy, że nie zaplanowaliśmy tu dłuższego pobytu, zwłaszcza, że camping, który znaleźliśmy, był jednym z lepszych, na których zdarzyło nam się nocować. 




Naszą manię zwiedzania realizujemy od drugiego dnia pobytu, jadąc do Museumscenter Hanstholm – największej w północnej Europie fortyfikacji z okresu II Wojny Światowej, wybudowanej przez Niemców na potrzeby obrony cieśniny Skagerrak przed ewentualnym atakiem Brytyjczyków. Do obejrzenia mamy wystawę pokazującą życie podczas wojny w tej części Danii i historię budowy umocnień, liczne pomieszczenia bunkra o powierzchni 3 tys. metrów kwadratowych oraz pozostałość po ogromnym dziale przeciwlotniczym 38 cm. Do środka z psem nie wejdziemy, jednak z czworonogiem można przejść się po części zewnętrznej, pełnej większych i mniejszych bunkrów. Przy wejściu do muzeum znajdziemy miskę z wodą – miły ukłon w stronę naszych podopiecznych.
Bilet wstępu do muzeum kosztuje 80 DKK od osoby dorosłej. Otoczenie muzeum, parking oraz toalety są bezpłatne.

 
Tego samego dnia jedziemy oglądać cud natury w postaci wapiennej skały Bulbjerg wystającej samotnie w morze, dającej schronienie wielu gatunkom ptaków. Do skały dojechać można od miejscowości Frøstrup. Jadąc drogą, wypatrywać należy drogowskazów, które prowadzą prosto na bezpłatne parkingi – jeden położony na szczycie skały, drugi zlokalizowany na dole, od strony plaży.  Polecam skorzystać z obu wariantów, zwłaszcza, że podjechanie samochodem z jednego miejsca na drugie zajmuje dosłownie minutkę. Dla tych widoków naprawdę warto!


Na pierwszą bazę noclegową wybraliśmy:

Nystrup Camping Klitmøller
Trøjborgvej 22, Klitmøller, 7700 Thisted
www.nystrupcampingklitmoller.dk

Koszt pobytu: 
osoba dorosła: 84 DKK/doba
pies: 10 DKK/doba
miejsce na namiot: 60 DKK/doba
Darmowe wifi na terenie całego campingu.

To jeden z lepszych campingów, na jakich do tej pory byliśmy. Duży, bardzo dobrze rozplanowany teren. Miejsca na namioty przestronne (polecamy wcześniejszą rezerwację), parcele poprzedzielane pasami zieleni, co daje poczucie intymności i jest przyjemne dla oka. Dwa budynki z łazienkami (prysznic 2 DKK za 1,5 min.), kuchnia letnia oraz dobrze wyposażona kuchnia w budynku z salą do jedzenia (świetlicą). W kuchni znajdziecie kuchenkę elektryczną, czajnik elektryczny, mikrofalę, lodówki. Najlepiej zabrać ze sobą własne naczynia. Przylegająca do kuchni świetlica to idealne miejsce na spożycie posiłku oraz spędzenie czasu w razie niepogody.

Kolejnego dnia ruszamy dalej na północ Jutlandii, zatrzymując się po drodze przy jednej z największych atrakcji turystycznych regionu – zasypanej latarni morskiej Rubjerg Knude Fyr. Zatrzymujemy się na bezpłatnym parkingu (tam również bezpłatna toaleta, sklepik z lodami oraz miski z wodą na czworonogów), zaprzęgamy psy w szelki i ruszamy w drogę na wydmę. Do latarni prowadzi ścieżka wiodąca przez łąki, na których pasą się owce. Po chwili marszu docieramy do wydmy i wspinamy się na piaszczysty pagórek. Tego dnia pogoda nam dopisuje. Rozpogodziło się, wyszło piękne słońce, więc zarówno widoki, jak i wrażenia dwa razy lepsze.

Na szczycie podziwiamy latarnię, a właściwie to, co po niej zostało przez niszczycielskie działanie piasku i wiatru. Pod nogami tu i ówdzie chrzęszczą resztki budowli – drewno i pokruszone cegły. Latarnię wybudowano w 1899 roku, uruchamiając ją w roku 1900. Światło latarni było wówczas widoczne z odległości 42 kilometrów. Problemy z nawiewanym w kierunku budowli piaskiem zaczęły się w latach 1910 – 1920. Aby umocnić otoczenie budowli, posadzono roślinność, która swoimi korzeniami wzmocniła grunt. W efekcie gromadzący się piasek utworzył jednak potężną wydmę, która zasłoniła emitowane stąd światło. W 1968 roku latarnia przestaje pełnić pierwotną funkcję, a budynki przez ponad dziesięć lat stoją puste. Chęć przybliżenia historii latarni oraz walki człowieka z siłami natury sprawiła, że w 1980 roku otwarto tu muzeum. Niestety, piaszczysta lawina nie oszczędziła i tej jednostki, pochłaniając ją stopniowo od 1992 roku. W efekcie placówkę zamknięto w 2002 roku, a jej pozostałości są systematycznie „konsumowane” przez wydmę. Zgodnie z obliczeniami do 2020 roku latarnia zniknie całkowicie pod powierzchnią piasku.

Przy latarni spędzamy dobre kilkanaście minut, podziwiając wysoki klif i widok na okolicę, po czym ruszamy w drogę powrotną do samochodu. Udajemy się do pobliskiej, prawdziwie wakacyjnej miejscowości Lonstrup. Warto przystanąć i pospacerować po uroczych uliczkach, zajrzeć do licznych sklepików i galerii ze sztuką, zjeść gofra z kulkami lodów, czy w końcu posiedzieć chwilę na plaży.

Dzień kończymy na wschód od Hirtshals, niedaleko plaży Kjul Strand, którą wybraliśmy jako bazę wypadową na kilka kolejnych dni.

Nasz kolejny nocleg to:
Kjul Strand Camping

Kjulvej 12, 9850 Hirtshals
www.kjulcamping.dk

Koszt pobytu: 
osoba dorosła: 65 DKK/doba
pies: 10 DKK/doba
miejsce na namiot: 45 DKK/doba

To bardzo duży teren, pełen drzew i krzewów. Camping nie cieszy się chyba zbytnią popularnością. Ponad połowa miejsc jest wolna, przez co robienie rezerwacji nie jest konieczne. Z nadmiaru opcji wyboru, długo nie możemy się zdecydować na wybór najlepszego miejsca – bliżej łazienki, a więc ludzi, czy też z dala od innych kamperów, przyczep i namiotów? Ostatecznie wybieramy miejsce bliższe higienicznym wygodom.
Camping lata świetności ma już zdecydowanie za sobą. Łazienki pamiętają czasy dawno minione i domagają się remontu. Kuchnia to jedynie jedna mikrofalówka, małe palniki i zmywaki, więc przygotowane jedzenie trzeba spożywać w namiocie. Na szczęście jest tutaj sala telewizyjna, gdzie można posiedzieć, naładować telefon i się ogrzać jeśli jest zimno i pada. Dużym plusem tego miejsca jest cisza i święty spokój. Na dłuższy pobyt przybywają tu głównie emeryci, pozostali traktują camping jako przystanek przed dalszą podróżą. Duży teren, puste boisko, idealnie do treningów obedience, dyskretne przejście spacerkiem na plażę to kolejne bezapelacyjne atuty. Co ciekawe, na plażę można wjechać też samochodem – ubity piasek sprawia, że bez obaw można legalnie przyjechać autem na zachód słońca.

Kolejny dzień przeznaczamy na odespanie braków w śnie oraz leniwe wygrzebanie się z namiotu. Prognoza pogody zapowiada deszcz, więc poranek zaczynam od treningu z psami, który kończę w pierwszych kroplach deszczu. Z biegiem minut pada już na dobre, a temperatura utrzymuje się na poziomie 15 stopni. Wybieramy więc opcję zwiedzania pod dachem i jedziemy do Nordsoen Oceanarium w portowej miejscowości Hirsthals (wejście osoba dorosła: 170 DKK, parking darmowy). Psy zostawiamy w aucie na psim parkingu, czyli specjalnie wydzielonej, zacienionej strefie. Oceanarium poświęcone jest w całości faunie Morza Północnego, zrównoważonej gospodarce morskiej i ekologii. Zobaczyć tam można akwaria z wieloma gatunkami ryb, fokarium, sporo prezentacji i plansz edukacyjnych, również w języku niemieckim i angielskim. O określonych godzinach odbywa się karmienie ryb i fok – warto wstrzelić się w ten grafik i zobaczyć nurka karmiącego bardzo osobliwego samogłowa. Jak we wszystkich tego typu placówkach przygotowano wiele atrakcji i gier dla najmłodszych. Na dworze znajdziecie plac zabaw oraz atrakcję, która przypadnie do gustu również dorosłym – symulator rejsu statkiem przy różnych natężeniach siły wiatru. Miły, parogodzinny pobyt gwarantowany.

Korzystając z resztek dnia, podjeżdżamy na latarnię Hirtshals Fyr i robimy krótki spacer po okolicznych pozostałościach bunkrów. Muzeum Bunkermuseet Hirtshals jest już niestety zamknięte. Samą miejscowość, ze względu na pogodę, oglądamy jedynie z okien samochodu.

Kolejne dni mijają nam niespiesznie i leniwie. Odwiedzamy portowe miasto Frederikshavn leżące 40 min. na wschód, już na wybrzeżu Bałtyku. Szczerze mówiąc bez większego żalu można sobie to miejsce odpuścić, bo poza wieżą prochową (Krudttarnet) i plażą z palmami (Palmestranden) nic ciekawego tam nie ma. Wracamy więc na „swoje”, zachodnie wybrzeże, gdzie na Tornby Strand przystajemy na lunch (na plażę można wjechać samochodem).

Dwa dni poświęcamy na spokojną eksplorację Przylądka Grenen. Gdyby ruszyć w drogę wczesnym rankiem, pewnie dałoby radę zobaczyć wszystko w 8 godzin. Nam się jednak nie spieszy. Chcemy poczuć klimat miejsca, odpocząć i delektować się, tak rzadkim tego lata, słońcem.

Na pierwszy rzut idzie największa moim zdaniem atrakcja przyrodnicza, a więc styk Morza Bałtyckiego i Północnego. Na końcu cypla dojeżdżamy do parkingu pełnego samochodów i ludzi. Chyba wszyscy turyści czekali na rozpogodzenie i wraz z pierwszymi promieniami słońca wyruszyli na wycieczki. W tłumie ludzi przechodzimy na plażę, mijając po drodze pozostałości niemieckich bunkrów z okresu II wojny światowej. Mocząc nogi w Bałtyku, kontemplujemy wyjątkową atmosferę tego miejsca – szerokie, piaszczyste plaże i przezroczystą wodę. Gdyby tylko nie było tej dzikiej ludzkiej ludzkiej masy, wyglądającej z góry jak mrówki na wydeptanej ścieżce… Po drodze mijamy wiele osób z psami. Chyba większość zabiera swoje czworonogi ze sobą, prowadząc je, jak należy – na smyczy.

Na końcu cypla ludzka masa gęstnieje – jest tłumnie jest na najbardziej uczęszczanym deptaku. Trzeba się niemal przepychać między ludźmi, o zrobieniu samotnego zdjęcia można raczej zapomnieć. Czy zawsze tak to wygląda? Gdzie te bezludne widoki, znane nam ze zdjęć oglądanych w Internecie? Moczymy chwilę nogi, obserwując jak wody dwóch mórz napierają na siebie i odchodzimy na bok, aby przez chwilę w odosobnieniu posiedzieć na plaży. Jest błogo.

Po powrocie na miejsce startu, zerkamy na chwilę do bunkra, usytuowanego niedaleko parkingu (wstęp 50 DKK). Cóż, po wizycie w muzeum w Hirsthals to mini muzeum nie robi już na nas wrażenia.

Grenen – informacje praktyczne: parking jest płatny, jednak w przypadku nieziemskich tłumów, dopuszczalne jest parkowanie równolegle do ulicy. Na miejscu bezpłatna toaleta, punkt gastronomiczny i sklep z pamiątkami. Za niewielką opłatą na cypel dojechać można specjalnym traktorem. My polecamy jednak spacer – jest o wiele przyjemniej.

Z przylądka udajemy się spacerkiem do pobliskiej latarni, przy której w tym roku otwarto centrum edukacyjne poświęcone ptakom, które upodobały sobie okolicę jako miejsce odpoczynku podczas migracji (wstęp do centrum i na latarnię: 75 DKK). W ramach centrum znajdziecie restaurację, toaletę oraz sklepik z pamiątkami.

 Kolejnym przystankiem jest Skagen – centrum turystyczne przylądka Grenen. To miejsce mnie urzekło – jego wakacyjny klimat, ład i porządek oraz port i deptaki tętniące życiem. Nie znajdziecie tu chaotycznych budek, dobudówek i dobudówek do dobudówek oraz tandety występującej powszechnie na polskim wybrzeżu. Budyneczki są tu dobrze zadbane. Dominuje żółty kolor elewacji, niskie, białe płotki, kwiaty oraz otwarte okna pełne bibelotów, skrywające nowoczesne, designerskie, skandynawskie wnętrza. Jest czysto, a dbałość o detale jest uderzająca. Klientela też jest chyba odpowiednia, tak przynajmniej sądzimy po zaparkowanych samochodach, z których nie jeden kosztował dwa razy tyle, co nasze mieszkanie.

Na deptaku, zaglądamy do wspaniałych sklepów z rękodziełem, wyposażeniem wnętrz i pamiątkami. Niestety, głos rozsądku bierze górę. Rezygnujemy z zakupu pięknych, idealnych (!) poduszek dekoracyjnych (300 zł/sztuka) i szklanych świeczników (220 zł/sztuka). Aby wynagrodzić te smutki, kupujemy sobie tradycyjne ciastka w lokalnej cukierni.

Będąc na Przylądku Grenen warto podjechać do Den Tilsandede Kirke, czyli zasypanego kościółka. Budowla ta jest prawdziwym dowodem na działanie sił natury. Kościół pod wezwaniem św. Wawrzyńca – patrona żeglarzy – wybudowany został w drugiej połowie XIV wieku i w tamtych czasach był największym kościołem w rejonie Vendsyssel. Wydma zaczęła zbliżać się do budowli około 1600 roku, dosięgając ją pod koniec XVIII wieku. Nieustanne ruchy piasku sprawiły, iż wierni musieli notorycznie odkopywać drzwi prowadzące do świątyni. Sytuacja ta trwała do 1795 roku, kiedy to na mocy królewskiego dekretu kościół przestaje pełnić swoją funkcję. Dziś ze świątyni pozostała tylko wieża, na którą można wejść za 20 DKK. Do kościoła dochodzimy spacerkiem z bezpłatnego parkingu, na którym znajdziecie również bezpłatną toaletę, punkt gastronomiczny i sklepik z pamiątkami. Znajduje się tu wiele stołów piknikowych. Z myślą o psach przygotowano tu też ogrodzony wybieg dla psów – dużo większy niż by się można było spodziewać. Psy są tu zresztą wszędzie mile widziane.

Niedaleko leży kolejne miejsce warte uwagi – wydmy Rabjerg Mile. Nie jest to może Słowiński Park Narodowy, jednak atrakcję tę zaliczam do obowiązkowego punktu wycieczki. Wejście na wydmę nie jest ani trochę męczące – wszędzie jest blisko z parkingu. Upału nie ma, wieje przyjemny wiatr, piasek nie parzy stóp (ani psich łap). Ze „szczytu” roztacza się widok na okolicę, którym można się delektować bez końca.
Informacje praktyczne: parking jest bezpłatny. Na miejscu bezpłatna toaleta oraz stoły piknikowe.

Po tygodniu prawdziwego relaksu kończymy naszą przygodę w Północnej Jutlandii i ruszamy na południe do Aalborga (relację możecie przeczytać: TUTAJ) i Aarhus (relacja dostępna: O TU). Jestem zachwycona tym, co udało nam się tu zobaczyć. Najpiękniejszy był z pewnością Przylądek Grenen oraz smagane wiatrem plaże Morza Północnego. Z pewnością jeszcze tu wrócimy, aby dokładnie poznać zachodnie wybrzeże Danii.

Na koniec kilka podstawowych informacji na temat przyjazdu do Danii z psem:

Pies przywożony na teren Danii musi być oznakowany chipem (ISO Standard 11785) lub czytelnym tatuażem naniesionym przed 3 lipca 2011 roku. Musi posiadać paszport oraz posiadać ważne szczepienie przeciwko wściekliźnie. Jeśli Wasz pobyt w Danii będzie dłuższy niż cztery tygodnie, konieczne będzie zarejestrowanie psa w stosownej bazie danych (Danish Dog Register). Szczegółowe informacje dotyczące przyjazdu do Danii ze zwierzętami domowymi znajdziecie na stronie duńskiego urzędu weterynarii (link tutaj). 

Do mieszkańców Danii oraz wszystkich osób odwiedzających kraj ze swoim pupilem zastosowanie ma tzw. „Dannish Legislation on Dogs”, czyli zbiór przepisów bezpośrednio dotyczących psiarzy. Zgodnie z tymi regulacjami policja ma prawo przeprowadzenia eutanazji psów, które zaatakują człowieka lub innego psa (właściciel atakującego psa ma możliwość domagać się eksperckiej oceny zaistniałej sytuacji).

Warto również pamiętać, że zgodnie z wewnętrznymi przepisami zakazane jest posiadanie i hodowanie 13 ras psów (oraz mieszańców w typie rasy). Dotyczy to zarówno mieszkańców, jak i odwiedzających Danię turystów:
1) Pitt Bull Terrier
2) Tosa Inu
3) American Staffordshire Terrier
4) Fila Brasileiro
5) Dogo Argentino
6) American Bulldog
7) Boerboel
8) Kangal
9) Owczarek środkowoazjatycki
10) Owczarek kaukaski
11) Owczarek południoworosyjski Jużak
12) Tornjak
13) Sarplaninac
Wyjątek stanowią psy nabyte przez 17 marca 2010 roku, które można przywieźć lub posiadać na terytorium Danii (nie dotyczy to ras Pitt Bull Terrier i Tosa Inu zakazanych w Danii od 1991 roku). Takie psy muszą być jednak zawsze prowadzone na smyczy o długości nie przekraczającej 2 metrów, a w miejscach publicznych dodatkowo w kagańcu. Posiadając psa jednej z 13 zakazanych ras wolno nam niestety tylko przejechać przez Danię w formie tranzytu.

Mimo, że powyższe informacje brzmią bardzo złowrogo, nie powinniście obawiać się podróżowania z pupilami. Podczas naszego wyjazdu spotkaliśmy bardzo dużo psów we wszystkich popularnych turystycznie miejscach. Właściciele czworonogów zawsze pilnują swoich psów, nie puszczają ich luzem w miejscach zatłoczonych, czy niedozwolonych i sprzątają po swoich podopiecznych. Nie było też, tak bardzo znienawidzonych przeze mnie, sytuacji, w których obcy pies „tylko chce się przywitać”. Uważam Danię za kraj przyjazny psiarzom. Właściwie na każdym kroku znajdziecie miskę z wodą, czy haczyk, do którego możecie psa na chwilę przywiązać. W wielu miejscach ustanowiono wybiegi dla psów, gdzie można spuścić naszego czworonoga ze smyczy. W ich znalezieniu pomoże Wam darmowa aplikacja „Hundeskove i Danmark”, którą udało mi się odnaleźć w Appstore. Mimo początkowych obaw, nie spotkałam się z żadną negatywną reakcją na nasze pojawienie się z psami. Na każdym campingu byliśmy z naszymi rudymi mile widzianymi gośćmi.

Share Button

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *